Język, który buduje tożsamość
(część dalsza tekstu - Język wartości. O tożsamości, przywództwie i słowach, które tworzą wspólnotę - cz. I/II)
Różnica ta ma ogromne znaczenie dla budowania tożsamości.
Współczesna komunikacja bardzo często koncentruje się na przekazywaniu informacji. Zakłada się, że człowiek podejmuje decyzje przede wszystkim na podstawie danych, argumentów i faktów. Tymczasem człowiek nie funkcjonuje wyłącznie w świecie informacji. Funkcjonuje również w świecie znaczeń.
To właśnie znaczenia odpowiadają za poczucie przynależności, wspólnoty i identyfikacji. Człowiek nie buduje swojej tożsamości wokół dokumentów. Nie buduje jej wokół procedur. Nie buduje jej również wokół języka encyklopedycznego, nawet jeśli jest on merytorycznie poprawny. Tożsamość powstaje wokół sposobu rozumienia i przeżywania świata. Powstaje wokół odpowiedzi na pytania o to, co jest ważne, co jest wartościowe, co zasługuje na ochronę, rozwój i troskę.
Język wartości staje się więc czymś znacznie więcej niż narzędziem komunikacji. Staje się narzędziem budowania wspólnego świata znaczeń. Właśnie dlatego ludzie nie identyfikują się z samymi programami politycznymi, strategiami organizacji czy dokumentami firmowymi. Identyfikują się z wartościami, które odnajdują w sposobie opisywania rzeczywistości.
W praktyce oznacza to, że odbiorca bardzo rzadko przywiązuje się do konkretnego postulatu. Znacznie częściej przywiązuje się do wizji świata, która za tym postulatem stoi.
Przywództwo zaczyna się wcześniej niż komunikacja
To rozróżnienie pozwala również inaczej spojrzeć na zagadnienie przywództwa.
Od wielu lat obserwujemy rosnącą dyskusję dotyczącą kryzysu autorytetów i przywództwa. Mówi się o braku liderów, o spadku zaufania społecznego oraz o coraz większym dystansie między osobami pełniącymi funkcje publiczne a obywatelami.
Najczęściej przyczyn tych zjawisk poszukuje się w zmianach społecznych, technologicznych lub kulturowych. Być może jednak odpowiedź znajduje się w braku punktu odniesienia i możliwości utożsamienia z liderem. Nie chodzi przy tym o poprawność komunikacyjną ani o umiejętności retoryczne. Chodzi o znacznie bardziej fundamentalne pytanie.
Jak człowiek ma utożsamiać się z liderem, który zanim zdecyduje, co powiedzieć, najpierw sprawdza, co ludzie chcą od niego usłyszeć?
Jak ma budować zaufanie wobec osoby, która najpierw szuka odpowiedzi w sondażach, a dopiero później próbuje określić własne stanowisko? Nie jest to zarzut wobec konkretnych osób ani środowisk. Jest to raczej próba zwrócenia uwagi na samą naturę przywództwa.
Przywództwo zakłada istnienie punktu odniesienia. Zakłada istnienie kierunku. Zakłada zdolność do formułowania wizji rzeczywistości zakorzenionej w określonych wartościach.
Lider nie musi znać odpowiedzi na wszystkie pytania. Nie musi być nieomylny. Musi jednak wiedzieć, kim jest.
To właśnie dlatego język wartości i przywództwo są ze sobą tak silnie związane. Język wartości nie powstaje bowiem z potrzeby przekonywania innych. Powstaje z klarowności własnej obecności. A wspólnota nie gromadzi się wokół człowieka dlatego, że ten mówi rzeczy popularne. Gromadzi się wokół człowieka, który potrafi nazwać rzeczywistość z perspektywy wartości rozpoznawanych jako prawdziwe i ważne.
Odzyskiwanie własnego języka
W tym sensie kryzys języka nie jest w istocie kryzysem języka. Jest kryzysem obecności.
Człowiek nie traci własnego języka jako pierwszy. Najpierw traci kontakt z samym sobą. Traci kontakt z własnymi wartościami. Przestaje wiedzieć, co jest dla niego naprawdę ważne. Jednocześnie pojawia się potrzeba przejmowania gotowych słowników, narracji i sposobów mówienia.
Utrata języka okazuje się więc konsekwencją czegoś znacznie głębszego. Konsekwencją utraty wewnętrznego punktu odniesienia.
Wiele osób, rozpoczynając pracę nad własnym językiem, zakłada, że będzie musiało nauczyć się czegoś nowego. Poszukuje właściwych słów, nowych sposobów formułowania myśli, bardziej skutecznych komunikatów. Praktyka pokazuje jednak coś zupełnie innego.
Po pewnym czasie okazuje się, że człowiek nie uczy się nowego języka. Odzyskuje własny.
A tak naprawdę - odzyskuje siebie i własną sprawczość.
To, co początkowo wydaje się nowe, po chwili zaczyna brzmieć znajomo. Pojawia się poczucie rozpoznania. Jakby odnaleziony został sposób mówienia, który przez cały czas był obecny, lecz pozostawał zagłuszony przez języki przejęte z otoczenia.
Słowo, które współtworzy rzeczywistość
Przez lata uczymy się języka szkoły, instytucji, mediów, organizacji i procedur. Uczymy się mówić poprawnie, profesjonalnie i skutecznie. Nie ma w tym nic niewłaściwego. Problem pojawia się dopiero wtedy, gdy języki te całkowicie zastępują język wynikający z naszych własnych wartości.
Dlatego praca z językiem wartości nie jest w istocie pracą nad słowami. Jest pracą nad relacją człowieka z samym sobą. Nad jego zdolnością do rozpoznania tego, co rzeczywiście uznaje za ważne. Nad odzyskaniem wewnętrznego punktu odniesienia. Dopiero z tego miejsca może pojawić się język, który nie jest zbiorem technik komunikacyjnych, lecz naturalnym wyrazem obecności.
Od wieków obecna jest w kulturze myśl, że słowo posiada moc sprawczą. Niezależnie od tego, jak ją interpretujemy, trudno nie zauważyć, że język wpływa na sposób, w jaki postrzegamy świat, rozumiemy wydarzenia i budujemy relacje.
Słowa nie są wyłącznie nośnikami informacji. Są również nośnikami znaczeń. A znaczenia organizują ludzkie doświadczenie. Jeżeli więc komunikujemy się z poziomu lęku, konfliktu lub nieufności, wartości te zaczynają być reprodukowane w przestrzeni społecznej niezależnie od deklarowanych intencji.
Można mówić o pokoju językiem wojny. Można mówić o współpracy językiem rywalizacji. Można mówić o odpowiedzialności językiem kontroli.
Można również zrobić coś odwrotnego.
Można mówić o świecie językiem pokoju. Można mówić o zmianie językiem szacunku. Można mówić o wspólnocie językiem zaufania.
To właśnie w tym miejscu ujawnia się najgłębszy wymiar języka wartości.
Wartość przestaje być postulatem. Przestaje być celem, który chcemy kiedyś osiągnąć. Przestaje być hasłem obecnym w strategii, programie czy przemówieniu. Staje się obecna w samym sposobie komunikowania.
Nie walczymy już o pokój. Zaczynamy go uosabiać.
Nie przekonujemy do szacunku. Zaczynamy mówić językiem szacunku. Nie nawołujemy do odpowiedzialności. Zaczynamy brać odpowiedzialność również za sposób, w jaki opisujemy rzeczywistość. Właśnie dlatego język wartości nie jest wyłącznie zagadnieniem komunikacyjnym. Jest zagadnieniem kulturowym. Społecznym. Przywódczym. Tożsamościowym.
Dotyczy sposobu, w jaki jednostki budują własną spójność. Dotyczy sposobu, w jaki liderzy budują zaufanie. Dotyczy sposobu, w jaki wspólnoty rozpoznają to, co jest dla nich ważne. A przede wszystkim dotyczy pytania, które poprzedza każde pytanie o komunikację.
Nie brzmi ono: „Jak mówić?”.
Brzmi:
„Kto mówi?”
Lub inaczej:
„Skąd to płynie, z jakiego miejca?”
Od odpowiedzi na to pytanie zależy bowiem nie tylko język, którego używamy. Zależy od niej przede wszystkim rzeczywistość, którą współtworzymy. Zależy od niej również to, czy będziemy potrafili unieść zaufanie, którym zostaliśmy obdarzeni.
Bo zanim człowiek zacznie budować zaufanie innych, musi pozostawać w zaufaniu do tego, co sam uznaje za prawdziwe. I właśnie dlatego język wartości nie zaczyna się od słów.
Zaczyna się od obecności.
Sylwia Patrycja Madejska
założycielka IVI Institute